Gdy piszesz bloga o tematach, które ruszają Cię praktycznie do flaków, chcesz pisać pod pseudonimem. Zaszyć się pod fałszywym nazwiskiem, najlepiej Sienkiewicza (wtedy przydługawe opisy już nikogo nie zdziwią). A co jeśli nie możesz? Nie będę się rozwodzić w tym wpisie o pseudo anonimowości w sieci. Do sedna więc... Czasem Twoją głowę wypełnia milion myśli. Nie potrafisz ich poskładać, Piszesz do siebie listy tuż przed snem. Snujesz nigdy niewypowiedziane frazy i traktujesz to jak terapię. Taki syrop cebulowy od mamusi na zbolałe gardło. Chcesz to wykrzyczeć ale... no właśnie. Albo poduszka albo czarny ekran laptopa.
To boli, gdy w wieku dwudziestu kilku lat jesteś wyprany z emocji, a o swoim "przeciwniku" jesteś w stanie powiedzieć absolutnie wszystko po 15 minutach rozmowy. Jeszcze gorzej gdy na liczniku podchodzisz do 30 i uzmysławiasz sobie, że wolni to albo rozwodnicy z dzieckiem albo jakieś yeti. I co teraz? Rodzina wypytuje o to kiedy Twoja kolej, znajomi nawet gdy starają się pokazać, że tak nie jest, szukają Ci partnera i z politowaniem patrzą na kolejne porażki w wyborze. A TY? No właśnie, gdzie Ty jesteś w tym wszystkim???
Ja jestem w swoim azylu, pod miękkim kocem, który uwielbiam. W skarpetach po kolana, wtulona w poduszkę, która daje mi poczucie bezpieczeństwa. W swoim małym świecie, wypełnionym muzyką, zdjęciami chrześniaka i zapachem kawy z cynamonem. Nie chcę tego zmieniać. Chcę wszystkim wykrzyczeć, że jestem szczęśliwa. Z kulą u nogi, z fantastycznymi przyjaciółmi, którzy nie dadzą mi upaść, z kochającą rodziną... z planami na przyszłość. Bez księcia z bajki. Nie chcę Cię w swoim życiu kimkolwiek jesteś. Nie dam Ci kolejny raz podciąć mi skrzydeł!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz